शनीबार to była sobota…

Nepal-1

शनीबार to była sobota…
i chwała Bogu – pomyślałem.

 
W naszej szkole uczyło się ośmiuset uczniów. To był sześciopiętrowy budynek. Szkoła złożyła się jak domek z kart. Architekci mówili: Wytrzyma 8 stopniowe trzęsienie, nie musicie się przejmować. – opowiadał trzydziestoletni mężczyzna, syn dyrektora szkoły. Siedzieliśmy na składanych drewnianych ławach na szkolnym placu. Przed nami ruiny.
Świadkowie mówili, że filary kiwały się jak drzewa przy mocnym wietrze. Wytrzymały te ruchy na boki. Ale jak ziemia zaczęła skakać do góry i na dół, to piętra złożyły się jedno na drugie – kontynuował młody biznesmen.
A dzieci? Co z dziećmi? Osiemset dzieci! – pytałem przerażony.
Nikt nie zginął – odpowiedział zaskoczony moim pytaniem, za chwilę dowiedziałem się dlaczego – To była sobota. Dzień wolny od pracy i od szkoły. To cud! W niedzielę byłaby tragedia. Wolny dzień od szkoły – powtarzał, jakby próbował zrozumieć, kto mógł to wszystko tak zaplanować.
Tyle dobrego – zdążyłem tylko wtrącić.
Mój ojciec nie przeżyłby tego – popatrzył na niewielki budynek gospodarczy w końcu placu szkolnego, na którym są namalowane obrazy naukowców (pośród nich Maria Skłodowska-Curie) – On siedzi w tym budynku. Ale rzadko wychodzi przed szkołę. Był w tak wielkim szoku, że nie miał sił wstać z łóżka. Myśl o najgorszym paraliżowała go. Teraz chociaż tutaj przychodzi.
Ale ktoś zginął? – aż trudno było mi uwierzyć patrząc na ruiny ogromnego budynku stojącego przy dużej ruchliwej ulicy.
Nikt – pokręcił głową – było kilkanaście osób w budynku, ale udało im się uciec. Grupa starszych uczniów po zdanym egzaminie przeszła do budynku obok. Oglądali jakiś film. Nikt z nich nie ucierpiał.
To zadziwiające. Nikt nie ucierpiał – wyznałem poruszony.
Tylko to trzyma nas przy życiu. Przyleciałem z Londynu, moja rodzina tam została. To już drugi miesiąc. Nie wiemy co dalej. Na szkołę wzięliśmy kredyt. Nie możemy liczyć na żadne odszkodowanie, ponieważ to prywatna szkoła. Rząd nam nie pomoże. Minimalne ubezpieczenie mieliśmy tylko na kredyt bankowy. Rodzice zabierają dzieci. Nie płacą już drugi miesiąc, bo nie ma lekcji. Szukają innych szkół. A my musimy jeszcze rozebrać ten budynek. A to takie koszty. Moja matka pracuje tutaj, moja siostra, krewni. Od rana do nocy. Po robotników musiałem jechać do innego rejonu, bo tutaj brakuje już rąk do pracy – tyle zniszczeń.
I co dalej?
Zbieramy materiały. Będziemy odbudowywać. Teraz wysprzątamy i postawimy tutaj namioty zamiast klas. Ale nawet ich nie możemy znaleźć. Muszę ich szukać po całym mieście i czasami znajdę jeden, potem gdzieś drugi. Pożyczyłem dwa od wojska, ale im też kończą się zapasy. Wszyscy szukają namiotów. A takich dużych tym bardziej nie znajdziesz. Rodzice wolą, aby w tym czasie dzieci uczyły się w namiotach niż w wysokich budynkach…
 
Pięć tysięcy szkolnych budynków uległo zniszczeniu w Nepalu. Tysiące wymaga poważnych remontów. Dzieci do szkół nie chodzą już drugi miesiąc. W tym tygodniu rozpoczynają się powroty. Szkoły są zmuszone do szukania alternatyw. Najczęściej stawiają namioty, ale rzadko kiedy zmieści się w nich cała klasa. Dużych namiotów brakuje. Wakacje rozpoczynają sie w czasie festiwalowym. Wypada on w październiku, czasami na przełomie listopada i jest zależny od nepalskiego kalendarza. Wypada to na festiwale Dasain, największe hinduskie święto oraz Diwali, święto światła.
 
Wyjechaliśmy na obrzeża miasta, aby zobaczyć ten szkolny budynek. Stoi w całej swojej okazałości. Piękny, trzy piętrowy budynek, tylko przechylony w najwyższym punkcie o jakiś metr. Oparł się o sąsiedni budynek.
Nauczyciele nie mogą się powstrzymać, aby do niego nie wejść. Ciągle mówią tam wszystko jest dobrze!
Tak wygląda – potwierdzam zaglądając przez okno do środka, uchylony lufcik.
 
Nepal-2
 
W sobotę, po trzęsieniu ziemi, pierwsi, którzy przybiegli zobaczyć szkołę byli przeszczęśliwi. Stoi! Stoi! – krzyczeli z radości do słuchawki. Z daleka nic nie było widać, ale jak podeszli bliżej, to zobaczyli to odchylenie. Byli przerażeni. Nie wiem czy instynktownie wbiegli do wnętrza, czy nieświadomi niebezpieczeństwa?Nierozsądnie! Ale wszystko wynieśli- można było wyczuć w jego tonie dumę i zadowolenie.
Czyli wszystko uratowane? – zapytałem aby potwierdzi jego własny zachwyt.
A teraz mamy tę pieczątkę! – pokazał mi na ścianie naklejoną kartkę z napisałem. Unsaved, Niebezpiecznie – Nie wolno nam tam wchodzić. Koniec – dodał.
Co dalej? Rozbiórka? Koszta? – zapytałem wspominając wcześniejszą rozmowę przy innej szkole.
Jeszcze nie. Już zaczęliśmy budować nową. Dzieci muszą wrócić do nauki. Jedźmy, pokażę co zamierzamy zrobić – wsiedliśmy na skuter i pojechaliśmy głębiej w dolinę…
 
Nepal-3
 
W dole drogi, w pięknie położonym miejscu było widać rozpoczęty projekt. Parterową konstrukcję. “Daleka jeszcze droga do zakończenia” – pomyślałem.
Mr Poulak proszę za mną – zagadnął dyrektor szkoły schodząc ze skutera. Dwa dni później ładowałem kosze gruzem i ziemią przygotowując podłoże dla powstającego placu apelowego.
 
Jedne szkoły czekają na wyburzenie – ponad 5000. Inne na poważny remont – tysiące. Z niektórych usuwa się piętra, aby zmniejszyć zagrożenie.
Ten rok szkolny prawdopodobnie nie będzie zaliczony albo inaczej potraktowany – powiedział jeden z wykładowców uniwersyteckich, którego uczelnia zamieniła się w stertę gruzu.
 
Nepal-4