Zachód otwiera oczy

Filip Pietrek: Rozmawiamy w kontekście zbliżającego się SLOT Festu, który jest w dużej mierze festiwalem podróżniczym i zorientowanym na wymianę doświadczeń. Poniekąd jest też festiwalem freaków. Ciebie chyba można tak nazwać – jako młody człowiek wyjechałeś na 20 bez mała lat na Wschód. Powiedz też czy to, co skłoniło Cię do wyjazdu było bardziej ciekawością czy filantropią, nawiązując do tego, że przez długi czas pracowałeś w organizacjach charytatywnych?

Zbigniew Pawlak:W zasadzie większość ludzi, którzy robią coś ciekawego, robią to dlatego, że świat widzą trochę inaczej. Tak było ze mną. Będąc młodym człowiekiem, poszukiwałem, nie bałem się i dziś chyba mogę powiedzieć, że wiem już, czego chciał ode mnie Wszechmogący– takim językiem byśmy mówili na Wschodzie. Człowiek, tym bardziej ten, kogo nazywasz freakiem, nie ma całkowitej kontroli nad sobą, coś go ciągnie. Wierzę, że to nie są tylko pasję, wierzę, że to wewnętrzna siła, coś, co cię budzi w nocy, podnosi na nogi, nie daje spokoju.

Drugą rzeczą jest fakt, ze dobrze być z takimi ludźmi, dobrze z nimi przebywać. Dobrze znaleźć mentora, kogoś, kto przeżył więcej, i iść jego śladami. W Polsce jest to jeszcze nieznane, na Zachodzie spotykam się z tym częściej. Fajnie jest móc brać z kogoś przykład.

Podczas wykładu dużo wspominałeś o takich mentorach, których miałeś na Bliskim Wschodzie. Taki człowiek jest potrzebny?

Tak, to są ludzie, od których możesz się uczyć, którzy mogą cię skarcić, czasami zatrzymać, ale najważniejsze, że wierzą w twój potencjał. Ja miałem takich i, o dziwo, byli to ludzie różnych kultur – Polak, Amerykanin, Anglik i nawet Arab

To nie odbiera samodzielności w poszukiwaniach, w uczeniu się życia?

Dobry mentor jest jak dobry ojciec. Pozostawia ci wolność, ale wie jak zareagować, jak uczyć. Miałem to szczęście, że byli w moim życiu ludzie, od których mogłem się uczyć, którzy milczeli, kiedy trzeba było milczeć i popchnęli, kiedy trzeba było się ruszyć. Samemu łatwo się zgubić w nieznanym i młodym wieku. Kiedy przychodzą kłopoty, nieszczęścia, trzeba się pozbierać. Bez kogoś takiego – mentorów, przyjaciół – może być zbyt ciężko. O wielu takich, których nazywamy freakami, przez to, że odchodzą wcześniej niż później, nigdy nie dowiadujemy się, że ich życie wcale nie jest takie szalone i zabawne. Nie o to chodzi. Ci ludzie nie szukają sposobu, jak się weselić czy rozerwać w sobotnie popołudnie – tacy zazwyczaj niewiele robią. A życie z pasją kosztuje. To ludzie, którzy się zmagają, ale nie ulegają, wierzą. Tak, warto mieć mentorów i warto stać się kiedyś mentorem dla kogoś innego.

Siedzimy w Krakowie, gdzie na zewnątrz jest dziesięć stopni, a gdzieś tam daleko jest spalony słońcem Bliski Wschód. Do czego wiedza na jego temat może się nam przydać tutaj?

 

pełny tekst wywiadu dostępny na: lovekrakow.pl