Biesłańskie migawki

Dzisiaj jest ciepły dzień. Słońce mocno świeci i nagrzewa soczyście zieloną trawę, a przecież to dopiero marzec. Myślami jestem w Biesłanie, przypominam sobie obrazy tego małego miasteczka – domy, które odwiedziłem i rodziny, z którymi rozmawiałem. Zastanawiam się nad najbliższym spotkaniem w Polsce, na którym chciałbym zabrać słuchaczy do tych domów, zapoznać z ich mieszkańcami, dać spróbować kuchni, wsłuchać się w długie historie i próby wyjaśnienia. Ale czy można zobaczyć świat oczami innych ludzi?

Nad moja głową przelatuje samolot przecinając błękitne bezchmurne niebo. Mogę wyraźnie przeczytać nazwę lini lotniczych na spodzie samolotu – katarskie linie lotnicze. Takie niebo widywałem na Kaukazie, w Środkowej Azji, Południowej Azji i Ameryce. Wszyscy jesteśmy takimi samymi ludźmi, nad którymi rozciąga się takie samo niebo.

Samoloty wylatując z Heathrow wznoszą się nad najładniejszym miastem w Wielkiej Brytanii. (Od razu dodam, że to tylko subiektywna ocena. Podróżując po świecie zrozumiałem, że pojęcie naj- jest bardzo subiektywne, zazwyczaj nieracjonalne i często wynikające z przywiązania emocjonalnego).

Do Windsoru zawsze lubię wracać, to taka moja przystań w Anglii. Wiem, że tutaj odpocznę, nawet jeśli mam ogrom pracy. W ostatnich latach nie raz miałem okazję spędzić tu dłuższy czas, od kilku tygodni do kilku miesięcy. Dom, w którym się zatrzymuję odbiega pod względem wielkości i estetyki od angielskich standardów, co oczywiście zachęca do powrotów.

Piękne domy, drogie sklepy oraz małe kawiarenki. Windsor to stare turystyczne miasteczko, które zamiast rynku i ratusza posiada zamek, który jest otoczony pięknymi parkami i terenami należącymi do królowej. Biegając po parku można spotkać przeskakującą przez drogę sarnę czy przelatujące nad głowami stada kolorowych papug.

Wspaniałe miejsce dla turystów, którzy przyjeżdżają z całego świata na liczne festyny, jubileusze, kulturalne wydarzenia. Inny świat dla innej grupy społecznej, przeciętny człowiek niełatwo się w nim odnajdzie. Podziały klasowe panują zarówno na Wschodzie jak i na Zachodzie współczesnego świata. Potrafią być ogromną przeszkodą we właściwym odbiorze drugiego człowieka.

Jedynym minusem jest hałas samolotów, który tak przeszkadza w pierwsze dni pobytu, choć w kolejne już się na niego nie zwraca uwagi. O amerykańskich turystach krąży taka oto anegdota: Po dziedzińcu spaceruje grupa słuchając o zwyczajach panujących na królewskim dworze. Nagle jeden z nich pyta przewodnika „Dlaczego królowa zdecydowała się wybudować taki piękny zamek tak blisko lotniska?” Amerykanie specyficznie postrzegają świat, przykładając do wszystkiego miarę swojego ‘świata’. W jakimś stopniu wszyscy tak robimy nie potrafiąc odnieść danej sytuacji do jej historycznego kontekstu. Nasz światopogląd ma ogromny wpływ na to jak odbieramy świat.

Siedzę w tym przepięknym miejscu Anglii i przygotowuję się do opowiedzenia młodym ludziom w Polsce o strasznych doświadczeniach niewielkiego miasteczka położonego na Kaukazie. Historię ludzi, którzy kochają tańczyć, grać na harmoszce i żyć w pokoju, nawet jeśli odbywa się to kosztem podporządkowania się matuszce Rosji.

Pierożki, chaczapuri, samosy, lepioszki – wszystkie to pyszne wypieki tego regionu, jednak żaden z nich nie dorównuje doskonałości pierogów osetyńskich. Pokonały mnie i studentów, którzy podróżowali ze mną do Osetii. W wielu domach, które odwiedziliśmy i w których się zatrzymaliśmy, mogliśmy zajadać się nimi do bólu ku uciesze gospodarzy.

Chciałbym w reportażu przekazać ten smak, uśmiechnięte twarze, wesołe dzieciaki, wolne dusze i kaukaską tradycję. Tylko wtedy będziemy gotowi wysłuchać opowieści, próby przekazu tego, co stało się z ich światem. Prawdziwa empatia musi wypływać ze zrozumienia i dialogu, a nie tylko z oceny faktów i współczucia ofiarom.

Czy uda mi się zabrać słuchaczy choć na chwilę do Biesłany, tak aby mogli zobaczyć to wydarzenie oczami jej mieszkańców? Czy będziemy w stanie zmierzyć się z chaosem informacji, przerażająco biegnącym czasem, paraliżującym strachem i pytaniem o zatracone wartości człowieczeństwa?

Przyleciałem do Biesłany w czterdziestym dni po zamachu na szkołę. Czterdzieści dni, ponieważ tyle trwa czas żałoby…