Sticks and Stones in Social Media

Sticks and stones may break my bones but words will never hurt me!
Kije i kamienie mogą złamać mi kości, ale słowami nigdy mnie nie zranisz! – wykrzykują dzieci na podwórku angielskiej szkoły. Ale mała Kate stoi przy ścianie z opuszczoną głową. Wszyscy dowiedzieli się, co zrobiła jej matka i przy każdej okazji słyszy ostre słowa koleżanek. „Już nigdy nie będzie tak, jak kiedyś. Wszyscy mnie nienawidzą.” – gardło ma ściśnięte, oddech ciężki, a wzrokiem unika bawiących się dzieci.

Jakoś to stare angielskie powiedzenie niewiele zawiera prawdy. Sami wiemy, jak słowa potrafią ranić – mimo że jesteśmy dorośli, powinniśmy być odporni i nie przykładać dużego znaczenia do obraźliwych opinii. Staramy się pocieszać słowami starej rymowanki. Mój syn uczy się w angielskiej szkole i chociaż nie jest już dzieckiem, to nieraz przychodzi do domu jak zbity pies, właśnie dlatego, że ma dość słuchania prowokujących słów angielskich chłopaków.
Słowa potrafią ranić i często są specjalnie do tego używane. Tak jest też w komunikacji międzykulturowej, a nawet międzynarodowej dyplomacji.
Właśnie z takim wydarzeniem mamy do czynienia w ostatnich dniach.
„Zachodnie media próbują odwrócić uwagę opinii publicznej i tłumaczą produkcję filmu „wolnością słowa”. Obrażanie uczuć ponad miliardowej społeczności muzułmańskiej na całym świecie nie mieści się w definicji wolności słowa” – powiedział dr Ismail Salami.
Jest to jawny akt prowokacji wykorzystany w zamierzonym celu. Nie piszę politycznego traktatu, ale zapewne wkrótce poznamy znaczenie tego wydarzenia. Chciałbym zwrócić uwagę na jego społeczne znaczenie, ponieważ nas, ludzi spotykających innych ludzi, powinno ono interesować najbardziej.
Ostatnie dwa lata są dla mieszkańców Bliskiego Wschodu bardzo trudnym okresem. Można powiedzieć najtrudniejszym, jedynym w swoim rodzaju. Niecały rok temu świętowaliśmy z Tunezją, Egiptem i Libią, a mamy nadzieję, że wkrótce zobaczymy też wolność Syrii. Kraje te borykają sie z brakiem politycznej stabilności polityczną, społecznym chaosem i trudnościami gospodarczymi. W stosunkach międzynarodowych obawiają się muzułmańskiego radykalizmu, a z drugiej strony starają się uniezależnić od krajów zachodnich. Mieszkańcy tego regionu walczą teraz już nie tylko o wolność, ale zarazem o przetrwanie w ciężkich ekonomicznie czasach. Zmieniające się układy społeczne rodzą strach i brak zaufania. Przyszłość nie jest pewna, a do przeszłości lepiej nie wracać. Ludziom pozostaje jedno – pięć filarów Islamu, od wieków nie zmieniających się i dających nadzieję na stabilne życie. Czy reakcja świata muzułmańskiego na insulting film („obraźliwy film”) jest zbyt drastyczna? A może raczej – jest naturalna?
Człowiek mający poczucie bezpieczeństwa, wygodę oraz mocną pozycję mógłby czuć się obrażony taką prowokacją, lecz człowiek nie posiadający nic, wykorzystywany przez lata, a często w dodatku żyjący w żałobie po najbliższych, czuje się zagrożony i PONIŻONY. Ten film jest nie tylko „insulting” ale i „humiliating” (poniżający). Obrażamy tych ludzi na co dzień nasza kulturową wolnością, wyzwoleniem seksualnym, zanikającą wartością rodziny, ignorancją religijną, do tego wszystkiego już się przyzwyczaili obserwując zachodnie społeczeństwo. Oszukani hasłami demokracji i dołączenia do „wspaniałego świata”, zaufali zachodniemu światu, a teraz poznają jego prawdziwe oblicze – nie ma świętości, wszystko jest relatywne. Takie uczucie rodzi agresję, ponieważ skierowane jest przeciwko najgłębszym wartościom. Czasem jedynym, jakie im pozostały. Ze względu na globalizację powinniśmy już posiadać podstawową wiedzę o Islamie – nie jest to tylko religia, ale przede wszystkim kultura, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie.

Światopogląd ludzi tego regionu jest tak odmienny, że zdziwienie reporterów zachodniego świata na reakcję muzułmanów jest wręcz żenujące. Ktokolwiek bywał w tym świecie, wie dobrze, że inaczej stać się nie mogło.
Przecież są jeszcze miejsca na świecie, gdzie ludzie wierzą, że świat został stworzony wypowiedzianym słowem, że mocą słowa pokonuję się chorobę, zatrzymuje nieszczęście, wypędza złe duchy i błogosławi na szczęście. W naszym cywilizowanym świecie nie ufamy słowu, nie przejmujemy się obietnicami i nie wierzymy w przysięgi. Wszystko musi być napisane, potwierdzone przez prawnika, a i tak szukamy przypisu drobnym drukiem pod tekstem, który pozwoli nam zrozumieć jego prawdziwe znaczenie.
Może dlatego taki film nie robi na nas wrażenia – my się nie obrażamy o to, kto lub co do nas mówi. Zwłaszcza w social media. Będąc na YouTube i tak po chwili możemy włączyć coś innego, jakiegoś współczesnego wieszcza duchowych prawd, wystarczy, że jest osobą medialną. Na przykład Katy Perry, która może pomóc nam zrozumieć uczucia ponad miliarda ludzi, żyjących w innej części świata, urażonych wypowiedzianymi słowami:

Throw your bombs and your blows
But you’re not gonna break my soul
This is the part of me that you’re never gonna ever take away from me, no

Now look at me
This is the part of me that you’re never gonna ever take away from me, no
This is the part of me that you’re never gonna ever take away from me, no
Throw your sticks and stones

Tylko po co chcemy tym karmić resztę świata? Kiedyś mieliśmy dla nich przesłanie, a teraz sami go nie rozumiemy, nawet gdy krzyczą nam je prosto w twarz!
Słowa mają znaczenie i musimy się ich uczyć na nowo, tym bardziej gdy jesteśmy częścią globalnego świata social mediów. Ludzie po drugiej stronie łącza mogą ubierać się inaczej, mieszkać inaczej, jeść coś innego czy inaczej widzieć świat.

To jest fascynujące. Szanujmy innych

 

Zdjęcia pochodzą ze strony www.theeagle.com.